RJ #08 Ojcowska Strona Mocy. Rozmowa z Jarkiem Kania.

Ojcostwo, czyli bycie tatą to wcale nie taka łatwa sprawa. Nasz gość Jarek Kania z Ojcowskiej Strony Mocy opowiedział, w jaki sposób tata może budować relację z dziećmi. Rozmawialiśmy o sposobach, które pomagają każdego dnia stawać się lepszym rodzicem.

W rozmowie poruszyliśmy tematy związane z wychowywaniem dzieci oraz różnicami w wychowywaniu córek i synów. Dyskutowaliśmy również o trudnościach wychowawczych, jakie stoją przed każdym ojcem oraz o deficycie czasu dla dziecka. Jarek przedstawił też swój punkt widzenia dotyczący dzieci i smartfonów. Podzielił się również z nami koncepcją think oraz klątwą wiedzy w odniesieniu do rodzicielstwa.

Listen to „Odcinek 8 – Ojcowska Strona Mocy” on Spreaker.

LINKI

Poniżej znajdziesz listę linków do tematów wspomnianych w odcinku.



TEMATY PORUSZANE W DZISIEJSZYM ODCINKU

  • Znaczenie ojcostwa
  • Ojcostwo jako podróż
  • Sposoby na stawanie się lepszym tatą
  • Różnice w wychowaniu córek i synów
  • Rola mamy, a rola taty w wychowaniu dzieci
  • Tata sam w domu z dziećmi
  • Spędzanie czasu z dziećmi, gdy jest się zajętym tatą
  • Dzieci i smartfony
  • Kontrakt telefoniczny między dzieckiem, a rodzicami
  • Klątwa wiedzy
  • Koncepcja THINK


TRANSKRYPCJA

RJ #08 – Ojcowska Strona Mocy – rozmowa z Jarkiem Kania

Poniżej znajdziesz zapis ósmego odcinka podcastu Rodzicem Jestem – „Ojcowska Strona Mocy – rozmowa z Jarkiem Kania”

Ściągnij transkrypt w formie PDF.


Cześć!

Witamy Cię w podcaście Rodzicem Jestem.
Nazywam się Sylwia, a ja jestem Ola.

Jeśli chcesz zmienić swoje życie rodzinne na lepsze to zostań z nami. Opowiemy Ci jak czerpać więcej radości z bycia rodzicem i nie odejść od zmysłów. Pokażemy narzędzia, które wykorzystujemy, by budować lepsze relacje w swojej rodzinie. Zdobywaj z nami wiedzę na temat rozwoju, a także korzystaj z praktycznych wskazówek oraz gotowych rozwiązań rekomendowanych przez pedagogów i psychologów dziecięcych.

To co wchodzisz w to? Zapraszamy!


Przedstawienie gościa

Ola: Gościem dzisiejszego odcinka jest Jarek Kania. Jarek jest tatą 3 dziewczynek i wspaniałym mężem – tak mówi Jola jego żona. Prowadzi bloga Ojcowska Strona Mocy oraz podcast o tym samym tytule.  Na kanale YouTube możecie znaleźć jego Minutaty, czyli krótkie, luźne filmy o ojcostwie, wychowaniu, dzieciach oraz o wszystkim co pojawia się na horyzoncie rodzica.

Cała jego działalność bierze się z tego, że uwielbia być ojcem. Wierzy, że pracując nad sobą, rozwijając się nie tylko zawodowo, ale też rodzinnie i podejmując świadome, przemyślane decyzje stajemy się lepszymi ojcami dla naszych dzieci, dajemy im większe poczucie bezpieczeństwa, milsze wspomnienia i spokojniejszy start w przyszłość. O swoim blogu pisze, że jest to  blog o “nowoczesnym, odważnym i przełamującym utarte schematy ojcostwie.” Jarek wszystkimi swoimi działaniami stara się pokazać, że warto stawać się lepszym ojcem każdego dnia.

A prywatnie …. ??? Czym  pasjonuje się poza byciem ojcem? Co do pasji, to odkąd tylko na studiach poznał się z Jolą, pokochali wspólne podróże. Najpierw te małe, a potem duże. Ukoronowaniem ich pasji była podróż poślubna dookoła świata, z której po 8 miesiącach wrócili w powiększonym składzie – z córeczką Różą. Teraz, razem z dziećmi, kontynuują wspólne podróżowanie, odwiedzając całą rodziną różne zakątki świata.

A indywidualnie lubi  biegać. Jak mówi nie tylko z pasji, ale też po to, by dzieci miały ojca, który jest w formie, a także po to, by mieć czas tylko dla siebie. Zapraszamy do wysłuchania naszej rozmowy z Jarkiem.

Sylwia: Cześć Jarku! Bardzo się cieszę, że zgodziłeś się do nas tutaj zawitać i zostać naszym gościem.

Jarek: Cześć dziewczyny!

Ojcostwo – znaczenie

Sylwia: Twoja Ojcowska Strona mocy zachwyciła mnie od pierwszego odsłuchania. Zakochałam się w Twoim pierwszym odcinku, który uważam, że powinien być wysłuchany przez każdego – nie tylko tatę, ale też mamę. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Na początek będzie od razu tak bardzo osobiście. Jarku, czym dla Ciebie jest ojcostwo?

Jarek: Ojcostwo jest to część życia i to nieodzowna w moim przypadku. Jest to coś bardzo abstrakcyjnego, a jednocześnie coś bardzo rzeczywistego, co dotyka nas każdego dnia. Nawet jeśli jesteśmy z dala od dzieci to jednak jesteśmy tak mocno emocjonalnie związani, że nie da się oddzielić ojcostwa od całej reszty życia, a przynajmniej ja nie potrafię i chyba nie chcę.

Ojcostwo – podróż

Natomiast kiedy myślałem sobie o tym, jak chciałbym nazwać ojcostwo to dla mnie ojcostwo jest podróżą. Możliwe, że dlatego, że tak naprawdę bardzo lubię podróżować. Podróżowaliśmy z moją żoną jeszcze zanim była moją żoną, a teraz podróżujemy z dziećmi. Podróże są ważną częścią mojego życia i każdy odbiera, albo powinien spróbować odebrać ojcostwo czy też rodzicielstwo w sposób sobie bliski.  

Dla mnie właśnie ono jest podróżą dlatego, że się zmienia. Jeśli jedziemy pociągiem, lecimy samolotem, idziemy na nogach, cokolwiek to krajobraz się zmienia – raz szybciej, raz wolniej. Tak samo jest w rodzicielstwie / ojcostwie. Czasem te pojęcia będą tutaj zamienne oczywiście. Zmienia się, bo dzieci rosną, dzieci się zmieniają, my się zmieniamy, nasze doświadczenia. Inaczej reagujemy przy pierwszym dziecku, inaczej przy trzecim. To też zupełnie inaczej wpływa na naszą postawę.

Ojcostwo – podróż w głąb siebie

Jest też podróżą w głąb siebie. Jeśli świadomie do tego podchodzimy i chcemy jakoś rozwijać się w tym ojcostwie, chcemy stawać się lepszymi rodzicami dla naszych dzieci to wtedy musimy zajrzeć w głąb siebie i zobaczyć co w nas siedzi. Podróż do wnętrza siebie, która jest bardzo cennym, ale czasami trudnym doświadczeniem.

Na koniec jest to też podróż dlatego, że towarzyszymy naszym dzieciom. One są razem z nami, siedzą z nami w przedziale, ale wysiądziemy na innych stacjach. Czasami one szybciej, czasami my szybciej, rozdzielimy się. Każdy z nas pójdzie inną drogą.

Dlatego ważne jest, aby w tej podróży, nie podróżować samemu, czyli mieć ze sobą żonę / męża. Czyli to o czym też mówię, że bardzo ważne jest to, żeby kultywować i cały czas podtrzymywać te relacje małżeńskie. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, które takiej możliwości nie mają, czy to z przyczyn rozwodu czy śmierci. Natomiast nie jestem w stanie się za te osoby wypowiedzieć więc mówię o swoich doświadczeniach. Mam nadzieję, że my z Jolą, moją żoną jak najdłużej tym pociągiem będziemy razem jechać.

Stawanie się lepszym tatą

Sylwia: Piękna metafora. Chyba pierwszy raz się z taką spotkałam. Co zrobić, żeby ta podróż była coraz piękniejsza, żeby stawać się coraz lepszym tatą? Jak nad tym można pracować?

Jarek: Trzeba się starać. Trzeba chcieć. Pewnie statystycznie nic nie robiąc też może się okazać, że będziemy dobrymi rodzicami, bo po prostu nie popsujemy naszych dzieci. Będą one na tyle samodzielne, na tyle dostaną dobrych bodźców z zewnątrz, ponieważ prawda jest taka, że nie tylko my kreujemy nasze dzieci, ale też środowisko, geny. Możliwe, że nie robiąc nic tak naprawdę będziemy mieli trochę szczęścia.

Natomiast pytanie jest takie czy chcemy temu szczęściu zawierzyć, czy chcemy mu pomóc. Jeśli chcemy pomóc temu szczęściu to trzeba się troszkę postarać. Warto to zrobić też dlatego, że tak naprawdę to jest kwestia szacunku dla naszych dzieci, ponieważ chcemy je wychować dobrze więc musimy się rozwijać w tym ojcostwie.

Musimy starać się być coraz lepszymi, przy czym słowo lepszymi to niekoniecznie oznacza jakieś tytuły tylko bardziej takimi, którzy są w stanie dostosować się do wieku dziecka i do warunków, ponieważ 15 latek dzisiaj a 15 latek 20 lat temu i 50 lat temu to były zupełnie inne osoby. Więc tak samo nasi rodzice, dziadkowie, my, a w przyszłości nasze dzieci tak samo w inny sposób będziemy wychowywać dzieci, w innych realiach będziemy żyć i musimy się dostosowywać. Ja bym spojrzał na tą kwestię w ten sposób, że trzeba dostosować się z wychowaniem i sposobem komunikacji z dzieckiem do realiów w których żyjemy.

Różnice w wychowaniu córek i synów

Sylwia: Ciekawe spojrzenie. Bardzo mi się podoba. Masz trzy córki, prawda?

Jarek: Zgadza się.

Sylwia: Wiem, że na pewno na temat wychowywania córek jesteś w stanie więcej powiedzieć, a myślisz, że płeć posiadanych dzieci wpływa na więź, na to jak się buduje tą relację, na to jak się podąża za tymi dziećmi? Czy jest różnica w wychowywaniu córek i synów?

Jarek: Mogę tu powiedzieć, że wydaje mi się, ponieważ mam tylko córki, że tak. Z tego co i czytałem i widzę wśród moich znajomych. Inaczej wychowuje się córki, inaczej wychowuje się synów. Możemy zaklinać rzeczywistość, że jesteśmy tacy sami jako mężczyźni i kobiety, ale jesteśmy inni. Nikt z nas nie jest lepszy. Jesteśmy po prostu inni. Mamy inne emocje, inaczej reagujemy i to jest piękne. Musimy to też uwzględnić.

Wydaje mi się, że mężczyznom jest łatwiej wychować chłopców, a kobietom łatwiej dziewczynki. Mamy ten swój kilkudziesięcioletni bagaż własnych doświadczeń. Mamy własną pamięć, co robiliśmy, jak się lubiliśmy bawić. Jest nam po prostu łatwiej. Przerobiliśmy to.

Emocje i uczucia

Natomiast kiedy mężczyzna wchodzi w świat kobiet to troszkę to inaczej wygląda, bo są inne uczucia. Są też dziewczynki, które są wojowniczkami MMA i nie ma w tym nic złego. Są też chłopcy, którzy są artystami, bardzo delikatnymi. Przy czym pewnie statystycznie to się jakoś rozkłada w jedną stronę.

Natomiast mężczyzna – ojciec wchodzą w świat dziewczęcy zmienia się. To jest bardzo fajne uczucie, ponieważ jeżeli robi się to z chęcią zmiany, z chęcią odkrycia czegoś nowego to można w sobie odkryć pokłady empatii albo pokłady uczuć o których wcześniej się nie spodziewaliśmy, że posiadamy. Zawsze graliśmy w piłkę, w nogę, bawiliśmy się w jakieś zabawy w których było bardzo dużo rywalizacji. Przy dziewczynkach troszkę to wszystko łagodnieje i odkrywamy zupełnie inny świat, którego musimy się uczyć. To jest ta trudność. Począwszy od prozaicznych rzeczy jak zaplatanie warkoczy, jak to czym się różnią rajstopy od rajtuz i od pończoch i legginsów.

Sylwia: A największe wyzwanie spódniczka i sukienka.

Jarek: Tak – spódniczka i sukienka. Po kilku latach się nauczyłem. Także już chyba dziewczyny mi to zaliczyły, aczkolwiek czasem się jeszcze przejęzyczam.

Sylwia: Najważniejsze, żeby się kręciły. Cała reszta nie ma znaczenia.

Jarek: Są też trudniejsze rzeczy. Takie jak emocje. To, że dziewczynki, przynajmniej moje tak mają, nie mogę mówić za wszystkie, same w sobie różnią się w tym okazywaniu emocji. Jedna jest bardziej ekspresyjna, druga jest bardziej skryta. Te emocje są w nich bardziej żywe i inne niż u chłopców. Ja sam musiałem się uczyć, tak naprawdę życia na nowo mając córki.

Różnice w roli mamy i taty w wychowaniu

Sylwia: Jak już jesteśmy przy wychowywaniu, jak myślisz czy w wychowaniu rola mamy i rola taty różnią się? Czy powinny w ogóle się różnić?

Jarek: Uzupełniają się. Nie ma w żaden sposób zdefiniowanego tego, że całe życie ja zmywam, a ty prasujesz. Może tak być jak komuś tak pasuje. U nas to jest wszystko bardzo płynne. W zależności od tego kto jest w jakiej sytuacji. Na przykład czy ja muszę więcej pracować, czy Jola musi więcej pracować. To wymieniamy się obowiązkami domowymi. To zaczniemy od takich rzeczy, które najbardziej widać to kwestia gotowania obiadów, wychodzenia na spacery, robienia zakupów. Uzupełniamy się. Tutaj nie ma rzeczy, których ja nie mogę zrobić, albo Jola nie może zrobić.

Są takie rzeczy jak np. urodzenie dziecka, którego ja nie zrobię, choćbym bardzo chciał. Natomiast są pewne role, którymi możemy się zamieniać. Powiedzmy, że społecznie jest jakoś przyjęte, że to kobieta zostaje w domu z dzieckiem i kobieta się nim zajmuje. Oczywiście na początku jest to bardzo, bardzo wskazane. Natomiast następują zmiany, które w poprzednim pokoleniu były tak naprawdę nie do pomyślenia, żeby to ojciec został w domu.

Tata zostaje w domu z dziećmi

Ja mam za sobą takie dwa epizody – jeden półroczny, kiedy córka była w przedszkolu, a druga szła do pierwszej klasy. Natomiast drugi jedenastomiesięczny, kiedy to Sara, nasza najmłodsza córka miała kilka miesięcy, kiedy to zostałem w domu i zajmowałem się całą rodziną. To tak naprawdę było niesamowite doświadczenie.

Sylwia: Jak je przetrwałeś?

Jarek: Żyję. Było trudno momentami. Nie będę ściemniał, że to był okres miodem i mlekiem płynący. Natomiast był to okres bardzo silnej relacji z nami. Siłą rzeczy związywaliśmy się, spędzaliśmy czas to wszystkie uczucia, emocje, wszystkie przeżycia były silniejsze. I te dobre, fajne, pozytywne i te nerwowe kiedy wiek był różny i np. mała zaczynała płakać, zabierać różne rzeczy dziewczynom, a te starsze się denerwowały.

Musiałem jakoś nauczyć się reagować. Nie zawsze to było takie optymistyczne jakbym chciał. Trochę nerwów skradł mi ten okres. Natomiast naprawdę nie zamieniłbym go za nic, bo wiele się nauczyłem i polecam naprawdę każdemu mężczyźnie to, żeby został w domu z dziećmi chociażby na kilka tygodniu. Nie na dwa czy trzy dni. Czasami pojawiają się takie relacje na internecie zostałem z dziećmi na weekend, przetrwałem i fajnie, i dobrze, że chociaż tyle.

Natomiast kiedy pierwszy raz zostałem z dwójką moich dziewczyn na kilka dni, kiedy Jola pojechała z koleżankami na taki damski wyjazd z koleżankami, żeby sobie odpocząć. Jedliśmy pierogi na Lotosie, na śniadanie były lody, popcorn, pizza. Takie życie – idziemy sobie do szafy, wybierzcie sobie co chcecie.

Sylwia: Czyli faktycznie, to cud, że żyjesz.

Jarek: To było kilka dni. To jest takie coś co często przeżywamy na początku. Potem pojawia się codzienność. Nie możesz jeść codziennie pierogów na Lotosie. Tak naprawdę wchodzi już pranie, wchodzą kupy, takie rzeczy bardzo namacalne i codzienne, które niekoniecznie pachną fiołkami i wyglądają jak reklama.

Czego może nauczyć się tata, gdy zostaje się z dziećmi w domu

To jest bardzo trudne, przy czym warto przez to przejść. Poza relacjami z dziećmi, które bardzo się wzmocniły ja się dużo od nich nauczyłem. O sobie również. O moim braku cierpliwości również, ale też nauczyłem się zatrzymać w moim gniewie, w moim silnych emocjach. Nauczyłem się powiedzieć ok, stop, o co chodzi, muszę jakoś to spokojnie rozwiązać. To mi bardzo dużo dało.

Natomiast w drugą stronę zrozumiałem tak naprawdę jak ciężko często mogą się czuć kobiety, które zostają w domu. Fajnie jest sobie leżeć i nic nie robić, spać do 10 tej, chodzić cały dzień w piżamie. Natomiast nie wiem czy kiedykolwiek mi się przydarzyło podczas tego czasu. Cały czas było coś do roboty.

O ile dzieci są zdrowe to jest fajnie, o tyle kiedy chociażby jedno zachoruje to cały program, plan dnia, plan tygodnia się sypie. Mówić delikatnie. Po pierwsze lekarz, do którego umawiasz się na 11 i czekasz od 11 do 13, żeby wejść. Nie możesz w przypadku niektórych chorób, np. angin czy jakiś chorób zakaźnych wychodzić z domu, więc siedzisz. Jedyne co widzisz przez cały dzień to małe, ryczące dziecko i musisz sobie jakoś z tym poradzić. Jakiekolwiek miałeś plany czy to zawodowe, czy na przykład osobiste, coś chciałeś zrobić, wymyśliłeś sobie, że jakoś się odbijesz w tym czasie, to wszystko legnie w gruzach. To jest trudne.

Pomoc partnera

Widzę teraz jak bardzo ważna jest pomoc partnera – męża, żony. W większości przypadków męża. Kiedy kobieta zostaje w domu, żeby po powrocie z pracy ją odciążyć. Wziąć się za dzieci, przejąć trochę obowiązków. Powiedzieć wyjdź z domu, odetchnij świeżym powietrzem. To jest to czego tak naprawdę najbardziej brakuje kiedy się mieszka w bloku. Jeśli się mieszka w domku to jest pewnie łatwiej.

Spędzanie czasu z dziećmi, gdy jest się zajętym tatą

Sylwia: W 100 procentach trzeba się z tobą zgodzić. Znam ojców, którzy też z racji tego jak pracują więcej czasu spędzają z dziećmi niż mama. Aczkolwiek dużo ojców z racji właśnie wykonywanego zawodu jest zapracowanymi tatusiami. Co można im poradzić, żeby ten czas, który mają taki wykrojony, żeby go efektywnie i fajnie spędzili ze swoimi dzieci?

Jarek: Każdy z nas jest w innej sytuacji zawodowej. Ja w tej chwili pracuję powiedzmy, że normalnie 8 godzin nie ma mnie w domu. Tego czasu mam realnie mniej niż miałem wtedy kiedy w tym domu byłem. Oprócz tego rozwijam bloga. To też zajmuje czas. To się robi po nocach tak naprawdę, bo kiedy indziej nie ma tego czasu. Jeszcze próbuję trochę biegać. Tego czasu jest bardzo mało. Jeśli wliczymy w to wszystko to, że jeszcze są dzieci i żona, z którą fajnie byłoby spędzić czas to jest to po prostu zwyczajnie trudne.

Na pewno nie dam takiej rady typu weź się w garść, zastanów się co jest najważniejsze i poświęć. Każdy ma inną sytuację zawodową i finansową. Ktoś musi pracować, bo jest jedynym żywicielem rodziny. Nie może sobie pozwolić na to, że nie będzie pracował 10 godzin, bo tylko w ten sposób jest w stanie utrzymać swoją rodzinę.

To jest bardzo duży konflikt tragiczny. W szkole nas uczyli tego. Cokolwiek wybierzesz to są jakieś minusy. Będziesz dłużej pracował to będziesz mieć mniej kontaktu z dziećmi. Zaczniesz mniej pracować to po pierwsze w jakimś dramatycznym przypadku możesz tą pracę stracić, ale też nie będziesz miał pieniędzy żeby utrzymać rodzinę. W takiej sytuacji ciężko jest poradzić na przykład zmień pracę i weź kredyt. To jednak nie tędy droga.

Czas, który pozostaje poza pracą i obowiązkami

Warto się zastanowić co robimy z czasem, który nam pozostał. Mamy pracę, mamy jakąś swoją pasję, czas na codzienne, domowe obowiązki i zobaczyć jak my ten czas wykorzystujemy. My nie mamy w domu telewizora i nie leżymy przed telewizorem na kanapie. Możliwe jednak, że komuś to się zdarza. Albo na przykład telefon czy bardzo dużo czasu przed komputerem.

Zastanowić się czy ten czas na pewno jest taki ważny. Czy nie lepiej zamienić go na czas spędzony z dziećmi. Dzieci potrzebują czasu tylko do pewnego momentu. Później one nie będą już tego chciały. One znajdą własne zainteresowania i będą szły swoją drogą. Wtedy zaczniemy tęsknić. Powiemy – hej, chciałbym z tobą spędzić czas, może pójdziemy gdzieś. Ono tak naprawdę już nie będzie chciało, bo będzie miało swój własny świat. Ten czas do tego 10 tego, 12 tego roku życia czy jak dziecko jest malutkie to jest o wiele łatwiej mu ten czas poświęcić. Ten czas jest prostszy.

15 minut tylko dla dziecka

Wykroić sobie z tego pobytu w domu 15 minut takiego realnego czasu tylko dla dziecka. Jak to zrobić? Najprościej jest po prostu odłożyć telefon, bo to jest rzecz, która najczęściej odciąga nas od życia, nie tylko od dzieci. Odłożyć telefon gdzieś na bok, wyłączyć powiadomienia. Iść do pokoju dziecka i posłuchać co ono chce. Nie mówić – choć teraz zrobimy to i to. Tylko jeśli ono powie chodź teraz pobawimy się klockami to pobawić się klockami. Jeśli chce poczytać to poczytać.

Czytanie na dobranoc jest świetną metodą budowania relacji. Załatwia nam mówiąc tak brutalnie dwa w jednym. Spędzamy czas z dzieckiem, więc budujemy relację. Dwa – w większości przypadków dzieci, którym się czyta szybciej zasypiają. Więc nie ma tych problemów z tym, żeby je położyć. Jest nam też łatwiej potem, bo mamy więcej czasu dla siebie.

Sylwia: Myśl też, że nie chodzi o ilość, ale o jakość. Nawet te 15 minut czasami, które jest w pełni oddane dziecku jest o wiele bardziej wartościowe niż 30 minut kiedy jesteśmy oderwani od dziecka i nie poświęcamy mu pełnej uwagi.

Skakanie pomiędzy czynnościami

Jarek: Nawet wtedy jeżeli siedzimy przy komputerze, ja też się na tym łapię, to nie jest tak, że ja tak nie robię, zdarza się, że dziecko przychodzi i coś od nas chce, a my mówimy ok, ok idziemy na minutkę i wracamy. Mamy realnie coś ważnego, a być może nieważnego. To jest kwestia ustalenia sobie, czy to jest naprawdę ważne, czy nie może poczekać do wieczora.

Robiąc w ten sposób, tak skacząc, my ani nie spędzimy dobrego czasu z dzieckiem, ani nie zrobimy dobrze tego co mamy zrobić. Rozdzielając sobie to, na przykład jeśli mamy już starsze dziecko, mówimy – bawimy się teraz, 15 minut czy pół godziny, ale później muszę iść popracować, bo dzięki temu zarobię pieniądze na to, żebyśmy mieli co jeść, tak już bardzo prosto i obrazowo. Lepiej jest ten czas rozdzielić i dobrze wykorzystać osobny czas niż robić taki misz masz i tak naprawdę ostatecznie żaden czas nie jest dobrze spędzony, a żadna czynność nie jest dobrze wykonana.

Czas specjalny z dzieckiem

Sylwia: Nie wiem czy kiedyś słyszałeś o czymś takim jak Pozytywna Dyscyplina. W tym nurcie jest coś takiego co jest nazywane czasem specjalnym. To o czym powiedziałeś to mniej więcej odzwierciedla ten czas specjalny. To jest czas wyłącznie dla dziecka w jakichś granicach. Wtedy jest tylko dziecko, informujemy je, że właśnie jest czas specjalny. To pozytywnie wpływa na dziecko, które czuje że jest dowartościowane, że teraz ja jestem najważniejszy. Oprócz tego łatwiej jest dziecko zostawić przy tych swoich zajęciach.

Jarek:Jest to oczywiście bardzo idealny obraz, bo często jest tak, że dziecko dalej będzie chciało nas.

Sylwia: To się często zdarza. To na pewno.

Jarek: Jesteśmy dla niego często całym światem i powinniśmy się cieszyć z tego. Cieszyć się, że dzieci chcą spędzać z nami czas. Chociaż czasami te prośby, jeżeli mamy coś ważnego na głowie są czasami nieco irytujące. Wtedy musimy sobie to wszystko jakoś poustawiać.

Formy spędzaniu czasu z dzieckiem

Sylwia: Jeżeli już jesteśmy przy spędzaniu czasu to jakie polecasz formy spędzaniu czasu dla taty i dzieciaków?

Jarek: Mówiłem o książkach. Czytanie książek jest bardzo fajną rzeczą. Bardzo ją lubię i trochę zaniedbawszy je wróciłem do niej jako takie postanowienie noworoczne. Czytam na dobranoc moim starszym – 10 letniej i 8 letniej córce. To jest to czego one chcą. Wołają mnie. Czasami nawet lektury im czytam. Część lektur szkolnych jest przeczytana przeze mnie na dobranoc. One oprócz tego czytają też same. Więc powiedzmy, że nie mam jakiegoś stresu, że mało czytają same

Czytam też małej, czyli naszej 2,5 letniej. Czytanie jest świetną rzeczą i każdy jest w stanie ją zrobić. Ona praktycznie nie wymaga żadnego nakładu finansowego, ponieważ nawet jeżeli nie mamy książeczek, a w większości jakieś książki są w domu czy to po nas czy to w prezentach, to w większości miast są biblioteki. W bibliotekach jest mnóstwo książek. Jest to bardzo łatwe do zdobycia.

Inną metodą jaką polecam w przypadku spędzania czasu to pokazywanie dzieciom tego co się robi czyli tak zwanej pasji. Jeżeli to jest coś niebezpiecznego ….

Trochę o jeździe na motorze

Sylwia: Jazda na motorze …?

Jarek: Ja akurat jeżdżę z dziećmi na motorze.

Sylwia: Mnie motory przerażają. Z tą 2,5 latką też?

Jarek: Z tą 2,5 latką jeszcze nie. Z punktu widzenia przepisów to dziecko można wieźć na motocyklu jeżeli jest się w stanie utrzymać i nogami sięga do podnóżków. Do 7 roku życia nie można jechać szybciej niż 40 km na godzinę.Powyżej 7 roku życia można już pruć na autostradzie jak dzik. Oczywiście tego nie robię. Odcinki jakie pokonuję z dziewczynami są krótkie.

Sylwia: Czyli masz ścigacza?

Jarek: Nie. Spokojny miejski motocykl. I to jeszcze 125. Nie ma ryzyka, że rozwinę dużą prędkość.

Sylwia: Niewiele mi to mówi, ale na pewno wygoogluję.

Jarek: To jest taki motocykl, który można mieć na prawo jazdy kategorii B. Kilka lat temu była zmiana przepisów. On maksymalną prędkość ma około 90-100 km. Ale tak się trzęsie, że i tak nic nie widać i nie ma komfortu jazdy. Natomiast jest to mała maszyna i w mieście jest to bardzo przydatne do omijania korków i szybszego powrotu do domu.

Często zdarzało mi się, oczywiście w miesiącach ciepłych zawozić dziewczyny do szkoły, do przedszkola. To mega działało jak wychodziły z kaskiem. Były bardzo zadowolone. Tata przyjechał na motorze. Koledzy i koleżanki z klasy reagowali, że wow – super. To było bardzo fajne. Motocykl nie jest moją taką pasją, że jestem jakimś freakiem motocyklowym. Lubię to. Podoba mi się taki powiew wolności, ale przede wszystkim szybsze dojeżdżanie do domu. Nie pod względem szybkości, ale omijania korków.

Natomiast pasja… Mówiliśmy o niebezpiecznej pasji. Ktoś może mieć na przykład pasję…

Zarażanie dziecka pasją

Sylwia: Skakanie ze spadochronu.

Jarek: To wiadomo, że takie małego dziecka nie weźmiemy. Jednak na przykład w moim przypadku bieganie. Czasami biegam razem z dziewczynami. Razem bierzemy udział w biegach gdyńskich. Ja idę pobiegać i mówię chodźcie na rower. One jadą na rowerze, ja biegnę. Więc sobie razem trenujemy.

Inni mają pasję bardziej statyczne np. programowanie. Można dzieci stopniowo wprowadzać do programowania. Są programy, w których można uczyć dzieci jakiś komend i wykonywania poleceń. Każdy z nas na pewno coś ma np. gotowanie. To są rzeczy, które da się robić z dziećmi. One wtedy będą to robić po swojemu. Nas to może trochę denerwować, że one robią to po swojemu. My byśmy chcieli trochę pójść na skróty, mówić zobacz zrób to, to i to, ale to nie ten etap. To jest taki czas, żeby one po prostu się z tym oswajały.

Wyjścia i wycieczki z dzieckiem

Z punktu widzenia taty fajne są tak naprawdę wyjścia i wycieczki. Wycieczki takie proste, to nie musi być wyjazd na Antarktydę. Natomiast wyjście do lasu, gdzie możemy się porzucać szyszkami, pobrudzić, połazić po jakiś skarpach, powspinać się na jakieś drzewa. Ja byłem zaskoczony kiedy namawiałem moje dzieci do chodzenia po drzewach. Mnie rodzice nigdy nie namawiali. My żyjemy w innych czasach. Mniej tego czasu teraz dzieci spędzają w naturze. Tym bardziej warto, żebyśmy my ojcowie zabierali dzieci w naturę i pokazywali. Bardzo, bardzo polecam, bo to jest fajny czas, taki zbliżający i zdrowy. To zdecydowanie.

Jeszcze co bym mógł polecić na spędzanie czasu z dziećmi? O bieganiu mówiłem, więc sport, czyli taka aktywność.

Nicnierobienie

Czasami po prostu nic nierobienie. Pozwolenie się ponudzić. To fajnie się sprawdza zimą zwłaszcza, bo latem to zawsze jest co robić. Takie nicnierobienie. Usiąść sobie w pokoju, czy też na wersalce i poczekać co dziecko wymyśli. Jak ono wymyśli, zacznie coś kombinować, coś swoją kreatywnością, pomysłowością tworzyć to zacząć je wspierać. Zobaczyć co je interesuje i na przykład  jeśli zaczyna coś zgłębiać, czy to próbowanie odkręcania jakiś śrubek, czy też tak jak mówię chęci do gotowania, przekładania zabawek, budowania wieży z klocków. Wtedy zachęcanie i wspieranie jego zainteresowań. Myślę, że to się opłaci zarówno rodzicom jak i dzieciom.


To był podcast Rodzicem Jestem. Dziękujemy za wysłuchanie. Po więcej zapraszamy na fanpage Rodzicielski Drogowskaz, stronę podcastu www.rodzicemjestem.pl oraz blog www.rodzicielskidrogowskaz.pl. Jeśli spodobał Ci się podcast zostaw swoją opinię na iTunes. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że to co robimy ma sens. Do usłyszenia!

 

Dodaj komentarz