fbpx
Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka

RJ #17 Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka? Rozmowa z Olą Budzyńską – Panią Swojego Czasu.

Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka? Zacznijmy od tego, że brak pewności siebie oddala nas od pełni szczęścia. W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o tym jak wspierać dziecko w budowaniu asertywnej postawy, która znacząco wpływa na jego pewność siebie.  Gościem naszej rozmowy jest autorka kursoksiążki o asertywności i pewności siebie – Aleksandra Budzyńska. Ola znana jako Pani Swojego Czasu jest mamą dwóch chłopców. Wspólnie rozmawiamy o tym jak budować życiowe kompetencje dziecka takie jak pewność siebie i asertywność.

Listen to „Odcinek 17 – Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka? Rozmowa z Olą Budzyńską – Panią Swojego Czasu.” on Spreaker.

LINKI

TEMATY PORUSZANE W DZISIEJSZYM ODCINKU

  • Czym jest asertywność i co charakteryzuje osoby pewne siebie?
  • W jakim w stopniu rodzice mają wpływ na budowanie życiowych kompetencji dziecka?
  • Jak wspierać dzieci w rozwiązywaniu konfliktów?
  • Jakie wyzwania stoją na naszej drodze rodzicielskiej?
  • Co zrobić jeśli rodzic nie ma dostatecznej pewności siebie?


Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka - 5 kroków

 

TRANSKRYPCJA

RJ #17 Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka? Rozmowa z Olą Budzyńską – Panią Swojego Czasu.

Poniżej znajdziesz zapis siedemnastego odcinka podcastu Rodzicem Jestem – „Jak wzmacniać pewność siebie u dziecka? Rozmowa z Olą Budzyńską – Panią Swojego Czasu”

Ściągnij transkrypt w formie PDF.


Cześć!

Witamy Cię w podcaście Rodzicem Jestem.
Nazywam się Sylwia, a ja jestem Ola.

Jeśli chcesz zmienić swoje życie rodzinne na lepsze to zostań z nami. Opowiemy Ci jak czerpać więcej radości z bycia rodzicem i nie odejść od zmysłów. Pokażemy narzędzia, które wykorzystujemy, by budować lepsze relacje w swojej rodzinie. Zdobywaj z nami wiedzę na temat rozwoju, a także korzystaj z praktycznych wskazówek oraz gotowych rozwiązań rekomendowanych przez pedagogów i psychologów dziecięcych.

To co wchodzisz w to? Zapraszamy!


OLA: W 17 odcinku podcastu Rodzicem Jestem mamy przyjemność gościć Olę Budzyńską, czyli Panią Swojego Czasu. Ola prowadzi biznes online, w którym pomaga kobietom zarządzać sobą w czasie. Nie lubi mówić o sobie, że jest blogerką. Zrzesza wokół siebie ogromną społeczność kobiet, które poza planowaniem uczy szacunku co do siebie i życia na własnych zasadach. Prywatnie jest szczęśliwą żoną Mistera B, mamą dwóch chłopców, a od niedawna właścicielką przeuroczego psa Tolka, który jest dla niej trzecim dzieckiem. Ola nie znosi garsonek i uwielbia trampki. Niedawno wydała fantastyczną kursoksiążkę o asertywności i pewności siebie. 

W dzisiejszym odcinku tematem przewodnim będą właśnie te kompetencje. Wspólnie  z Olą zastanowimy się jak budować pewność siebie i asertywną postawę u naszych dzieci. Zapraszam Cię do wysłuchania naszej rozmowy. 

Pewność siebie – co to jest?

SYLWIA: Cześć Olu! Bardzo Ci dziękuje za przyjęcie zaproszenia do naszego podcastu. Przedstawiać Ciebie nie trzeba. Zaprosiłyśmy Cię, ponieważ słuchając Twoich podcastów wydaje nam się, że mamy bardzo zbliżone podejście do macierzyństwa i wychowywania dzieci. Właśnie o tym chciałyśmy porozmawiać, ale w kontekście asertywności i budowania pewności siebie u dziecka. Na początek powiedz jednak czym według Oli Budzyńskiej jest pewność siebie?

OLA BUDZYŃSKA: Ja wolę powiedzieć kim jest dla mnie osoba pewna siebie niż czym jest pewność siebie. Jak mówimy o osobach to zawsze mamy bardziej konkretną sytuację. Możemy się zastanowić czy ja lub moje dziecko jesteśmy pewne siebie.

Osoba pewna siebie dla mnie to osoba, która ma zdrowe przekonania na temat siebie i swojego życia, otoczenia i rzeczywistości. Jest to osoba, która jest asertywna, ma właściwą samoocenę i poczucie własnej wartości. To są wszystko dla mnie przymioty osoby pewnej siebie.

Czym jest asertywność?

SYLWIA: Czym jest asertywność? Często wydaje nam się, że jest to umiejętność mówienia “nie”. Przeczytałam gdzieś fajny cytat “Asertywność to umiejętność mówienia tak swoim potrzebom i uczuciom”. Czy Ty się z tym zgadzasz?

OLA BUDZYŃSKA: Generalnie tak. Ja posługuję się jeszcze bardziej ogólną definicją asertywności, która trafia do wszystkich. Mianowicie asertywność to jest przekonanie, że ja jestem ok i Ty też jesteś ok. Rozwijając to znaczy, że ja jestem osobą, która jest w porządku i inni ludzie są w porządku. Ja mam prawo do czegoś, ale tak samo inni ludzie mają prawo do czegoś. To jest szacunek do siebie i do innych ludzi. I  z tego, że ja szanuję siebie i innych wynikają kolejne rzeczy. To, że mam prawo mówić tak lub nie. Mam prawo prosić, ale też odmawiać. Mam prawo się z czymś nie zgodzić, wypowiedzieć swoje zdanie, ale tak samo inni mają takie prawo. To jest dla mnie taka najbardziej ogólna definicja asertywności.

SYLWIA: Powiedziałabym, że konkretna a nie krótka i ogólna. 

Tak jak wspominałam na początku, bardzo chciałabym usłyszeć jak wygląda w kontekście dziecka, budowanie naszej pewności siebie.

W jakim stopniu zachowanie nasze jako rodzica kształtuje pewność siebie i asertywność u naszych dzieci?

OLA BUDZYŃSKA: Pytanie jest jednocześnie trudne i proste, a właściwie odpowiedź jest prosta. Jedyna słuszna odpowiedź to: w każdym możliwym stopniu. Wszyscy rodzice mają taką świadomość, a przynajmniej mam nadzieję, że wszyscy ją mają. Najbardziej na świecie na nasze dzieci działa nie to co im mówimy tj. jak trzeba, co się powinno albo nie powinno robić, tylko to co widzą, że my lub świat robimy. Czyli wszystko to co wynika z działania a nie z mówienia. 

Dzieci nas nie słuchają tylko obserwują.

OLA BUDZYŃSKA: Ewentualnie słuchają nas i porównują z tym co widzą. Jeśli to jest niespójne, to świetnie, bo jeszcze bardziej się ten przekaz wzmacnia. Natomiast jeśli jest to niespójne, to na pewno biorą pod uwagę tylko to co widzą, czyli doświadczenia. Więc jeśli mówię, że nasz wpływ jest duży, to jeśli dziecko słyszy, że warto być asertywnym, pewnym siebie, trzeba siebie szanować, trzeba mieć własne zdanie, a jednocześnie widzi, że jego rodzice tak nie działają, to sugeruje się raczej tym co widzi w naszych działaniach a nie tym co słyszy jak być powinno.

SYLWIA: Załóżmy, że mamy rodzica, który nie został wyposażony w kompetencje takie jak asertywność czy pewność siebie. Od czego powinien zacząć? Modelowanie tak jak wspomniałaś jest najlepszą drogą do wychowania dziecka, ale co z tego, jeżeli my sami jako rodzice nie mamy tej cechy? Wydaje mi się, że wiele z nas, zwłaszcza kobiet ma problem z asertywnością i pewnością siebie, więc w jaki sposób mają je przekazać dzieciom?

Jak przekazać asertywność dzieciom?

OLA BUDZYŃSKA: Z przekazywaniem asertywności dzieciom jest tak jak z każdą inną kompetencją życiową. Wielu osobom się wydaje, że dzieje się to intencjonalnie. Robimy plan czyli w poniedziałki i piątki, tak jak korepetycje od 15:00 do 16:00, usiądę i powiem drogie dziecko nauczmy się asertywności. Ale tak się nie dzieje. 

Przekazywanie asertywności naszym dzieciom dzieje się non stop, w każdej chwili. Rano, gdy je budzimy. Po południu, gdy nie chcą zjeść podwieczorku. Wieczorem, gdy bracia biją się w kąpieli. Dzieje się to wtedy, gdy rozmawiam lub kłócę się z mężem a dzieci tego słuchają.

Cały czas, w każdej chwili uczymy dzieci, że albo warto szanować drugiego człowieka i siebie albo nie warto tego robić.

Jak myślimy o tym, że chciałybyśmy, żeby nasze dzieci takie kompetencje miały, to podstawą jest zastanowienie się jak te kompetencje wyglądają u nas. Jak w tym momencie działamy i czy chcemy to zmienić. Bardzo wiele, szczególnie kobiet chciałyby, żeby dzieci takie kompetencje miały. Natomiast myślą sobie, że one o coś w życiu nie zawalczyły, ale to już trudno, nie warto. Jednak zrobię wszystko, żeby ich dziecko to miało i to mogło. Zresztą często jest tak, że dla kobiety dziecko jest na pierwszym miejscu i dla dziecka zrobią wszystko, a jak może będą miały chwilę czasu to się sobą zajmą. Dobra i jednocześnie zła wiadomość jest taka, że to nie zadziała po prostu. Nie ma takiej możliwości, żeby nauczyć dziecko szacunku do siebie, jeśli widzi, że my nie mamy szacunku dla nas samych. Trochę to jest tak jak się mówi, że z pustego i Salomon nie naleje.

Nie możemy nauczyć dziecka czegoś czego same w kompetencjach nie mamy.

Trzeba zacząć od siebie i zdecydowania, że jest mi to potrzebne. Stawiam tutaj siebie na pierwszym miejscu a nie dziecko. Potrzebuję najpierw siebie tego nauczyć, żeby móc to przekazywać dalej. To jest praca nawet nie na tygodnie czy miesiące, ale na lata. Szczególnie w tych przypadkach, kiedy jest to coś naprawdę tkwiącego głęboko. Gdzie są to lata negatywnych doświadczeń z brakiem asertywności. Gdzie brak asertywności wynika z tego, że rodzice jej/jego nie nauczyli tych kompetencji, prawdopodobnie dlatego, że sami ich też nie mieli.

Kiedy Ola Budzyńska stała się osobą pewną siebie?

SYLWIA: Olu, często wspominasz o tym, że Ty nie byłaś osobą pewną siebie i asertywną, co dla wielu jest zapewne dużym zaskoczeniem. W którym momencie nastąpił u Ciebie taki przełom? Kiedy powiedziałaś tak zaczynam tę zmianę? Jak to się w ogóle stało?

OLA BUDZYŃSKA:  Można powiedzieć, że nie byłam osobą asertywną z klasycznego powodu tzn. nikt mnie tego nie nauczył, nikt mi tego nie pokazał. Moi rodzice wychowywali mnie na osobę grzeczną i pokorną. Poza tym byłam dziewczynką, więc musiałam umieć się zachować, gotować, bo przecież nikt mnie później nie będzie chciał.

SYLWIA: No tak, pochodzisz ze Śląska.

OLA BUDZYŃSKA: To akurat nie do końca jest powód, ponieważ moi rodzice nie są z pochodzenia Ślązakami, więc ten przekaz Matki Polki, Ślązaczki, gospodyni…

SYLWIA: Wydaje mi się, że właśnie u nas na Śląsku (bo obie jesteśmy ze Śląska) ta rola matki, dziewczynki, gospodyni jest bardziej na piedestale niż w innych częściach kraju.

OLA BUDZYŃSKA: Tak, jest taki skrypt na Śląsku. Miałam do czynienia z takimi rodzinami gdzie ten skrypt matki był bardzo silny. Zresztą na Śląsku się mówi, że to kobieta jest szyją, która kręci głową rodziny…

SYLWIA: Bo ta głowa zawsze pracowała.

“Ale to tak można?”

OLA BUDZYŃSKA: Tak, głowa pracuje a matka ogarnia wszystko. Natomiast u mnie to nie wynikało z bycia Ślązaczką, tylko moja mama tak po prostu uważała. Zawsze byłam uczona, że lepiej zamilknąć niż powiedzieć za dużo. Dla świętego spokoju warto ustąpić. I z tym poszłam w świat. Sytuacja się zmieniła z tego powodu, że zaczęłam doświadczać obok siebie zupełnie innego schematu zachowań i kompetencji. Mianowicie poznałam mojego męża, który wychował się w asertywnej rodzinie. Wychował się w przekonaniu, że jest ważny i inni ludzie również, ma prawo prosić, mówić, wymagać, mieć swoje zdanie i mówić o nim. Ja miałam wrażenie, poznając ten cały zasób kompetencji, że mi szczęka coraz bardziej opada. Myślałam sobie “Ale to tak można?”

SYLWIA: Widzę, że poza trampkami to nas jeszcze trochę innych rzeczy łączy, bo miałam podobną sytuację z mężem. On był taką osobą, która w asertywności dominowała i bardzo mi to imponowało.

OLA BUDZYŃSKA: U mnie to był moment, kiedy zaczęłam tym nasiąkać. To jeszcze nie był moment decyzji. Na studia wyjechałam z domu i zaczęłam mieszkać z mężem, wtedy jeszcze nie mężem. I tak powoli zaczęłam nasiąkać czymś innym i widziałam, że można inaczej i są wtedy inne efekty. Natomiast świadoma praca tak naprawdę zaczęła się kiedy urodziłam dzieci. Zauważyłam, że jeśli ja nie zawalczę o siebie, to odbije się to na dzieciach.

Nie będę w stanie zawalczyć o dzieci, jeśli nie będę w stanie zawalczyć o siebie.

Począwszy od takich prostych rzeczy, że np. ktoś niesprawiedliwie zadziałał w szkole i muszę iść do sekretariatu porozmawiać z panią dyrektor a mam poczucie, że to będzie straszne, bo to jednak pani dyrektor. No ale skoro chcę coś zrobić dla dziecka, to muszę. Więc to był moment kiedy zaczęłam bardziej świadomie pracować.

SYLWIA: Wspominasz bardzo często, że pewność siebie i asertywność wiążą się z przekonaniami, a właściwie są ich podstawą.

W jaki sposób my rodzice wpajamy dzieciom przekonania, które blokują w nich lub nawet niszczą pewność siebie?

OLA BUDZYŃSKA: Tutaj znowu mogę odpowiedzieć tak samo tzn. w każdy. Każda rodzina ma swój zestaw przekonań. Pewne grupy społeczne mają swoje zestawy przekonań i też nie zawsze to rodzina przekazuje je dzieciom. Te zestawy mogą być bardzo różne i zawsze jakoś się odbiją na braku pewności siebie. 

Klasyczne przekonania, które w dziewczynkach powodują, że im się wydaje, że mniej mogą.

Na przykład w przyszłości nie negocjują swojego wynagrodzenia albo je z automatu zaniżają, to są wszystkie te “dziewczyńskie” przekonania typu dla świętego spokoju ustąp. Nawet wszystkie tego typu rzeczy, że dziewczynka jest raczej spokojniejsza niż chłopcy. Nie zawsze muszą to być przekonania wyrażane bezpośrednio w stosunku do dziewczynek. To mogą być sytuacje kiedy w rodzinie są chłopcy i dziewczynki i mówi się, że chłopcy to takie harpagany i oni to mogą się poharatać. Czy w klasie nauczycielki mówią, że chłopakom trochę więcej wybaczamy, bo jak oni się za głowy chwycą to nie ma problemu, ale dziewczynki to już nie.

I dziewczynki nie muszą tego słyszeć wprost do siebie, ale słyszą, że chłopcy mogą więcej, to się przekłada na późniejsze życie. Jasne, że w dorosłym życiu nie będę miała ochoty szarpać innej kobiety za głowę, ale pomyślę sobie, że chłopak to może też w innym miejscu coś więcej a ja nie. Chłopak nauczył się walczyć i wyrażać swoje zdanie w lepszy lub gorszy sposób, a ja w ogóle nie nauczyłam tego, bo mnie uczyli, że trzeba spokojniej, grzeczniej i w bardziej stonowany sposób. 

Ja mam takie małe zafiksowanie na punkcie tego co dziewczynki a co chłopcy mogą. Mam dwóch chłopaków w domu, ale chodzę na wszystkie apele w szkole i ten przekaz jest tak niesamowicie silny, że nawet nie zauważamy, że on w ogóle jest. To jakie dzieci recytują wierszyki w przedszkolu na akademiach i jaką rolę w nich ma chłopiec a jaką dziewczynka, jaką mama, tata, babcia i dziadek. To jest tak widoczne i my tego potem uczymy.

Przekazy i przekonania dotyczące edukacji.

Związane z pewnością siebie różnego rodzaju przekazy i przekonania są takie na przykład, że z nauczycielami się nie dyskutuje, z ocenami się nie dyskutuje. Oceny są najważniejsze i muszą być bardzo dobre. Rodzice uczą dzieci, że tylko ocena – ta liczba – jest ważna a nie to co za nią stoi. To powoduje, że w przyszłości my się również koncentrujemy tylko i wyłącznie na efekcie ostatecznym. Na opinii, tym co jakiś człowiek o nas powie lub myśli, a nie na tym co jest w nas w środku, co to spowodowało, kim my jesteśmy. 

Jak dziecko przyniesie 5, to jest super, a jak przyniesie 2 to mówimy “oj, dlaczego?”, ale za tym nie idzie rozmowa. Czyli jak przyniosło 5, to co takiego zrobiło, w czym się wykazało, co umiało, pokazało, co je tak zaciekawiło, że tą 5 dostało. Rozmawiamy o zawartości a nie o ocenie. Tak samo jak była 2, to co tam było takiego trudnego, co było wyzwaniem. Może to było nieciekawe, na czym to polegało, jaki to był obszar. Może się okazać, że tam jest mnóstwo rzeczy pod spodem. Mogło być tak, że dziecko miało wiedzę, ale było rozproszone, nie chciało. Tylko dziecko nam o tym nie powie, jeśli nie będziemy z nim rozmawiać w taki sposób. 

W przyszłości ludzie już dorośli traktują ocenę swojej pracy jako ocenę swojej osoby. Jeśli im coś nie wyjdzie, jakiś projekt/zadanie, to przestają myśleć o tym projekcie/ zadaniu, natomiast ocenę tego przesuwają na ocenę swojej osoby. To znaczy mówią jestem beznadziejny, bo mi nie wyszło albo jestem głupia, bo tego nie zrobiłam. A to jest nieprawda.

Trzeba rozróżniać zadania i ich ocenę od osoby, bo wartość człowieka, poczucie jego własnej wartości nie powinno być uzależnione od efektów zewnętrznych.

Nie powinno zależeć od tego czy dostałam 5 czy 2, bo poczucie własnej wartości opiera się na mnie jako człowieku. Zawsze jestem człowiekiem, nawet jeśli dzisiaj dostałam 2. I my musimy tego dzieci uczyć, ale znowu, żeby tego uczyć my same musimy to wiedzieć. Czyli ja jako mama dalej jestem wartościowym człowiekiem, nawet jeśli właśnie nawrzeszczałam na moje dzieci. Robię najlepiej jak mogę, ale to że mi się raz nie udało nie oznacza, że jestem beznadziejna.

SYLWIA: Czyli znowu wracamy do punktu wyjścia, do modelowania. Jeśli my nie będziemy dawać przykładu naszym dzieciom, to nie będą miały skąd czerpać tych najważniejszych życiowych kompetencji.

OLA BUDZYŃSKA: Niestety tak. Mówię niestety, bo wiele osób chciałoby to ominąć a tak się nie da.

Obowiązki i odpowiedzialność jako element budowania pewności siebie u dziecka.

SYLWIA: Wiem, że Twoi synowie mają swoje obowiązki i to od dawna. Wydaje mi się, że obowiązki i dawanie odpowiedzialności dzieciom buduje tę pewność siebie i asertywność. W jaki sposób technicznie możemy dzieci tymi obowiązkami obdarować? Jak to zgrać, żeby to było zaplanowane i żeby było tak jak u Oli?

OLA BUDZYŃSKA: Niekoniecznie tak jak u mnie, bo może być tak, że u kogoś innego to nie zagra. Nie warto się porównywać do innych rodzin, nawet jeśli chodzi o obowiązki. Każda rodzina to jest system i mamy prawo wypracować sobie własne obowiązki i zasady. Ważne jest, żeby nam wszystkim to pasowało i żeby mieć świadomość konsekwencji. Ja na przykład nie mam problemu z mamami, które robią wszystko za swoje dzieci. Pod warunkiem, że zdają sobie sprawę z konsekwencji jakie z tego płyną. Czyli wkrótce nie będziesz miała ani chwili dla siebie, bo będziesz wszystko robić za swoje dzieci. Plus wypuszczasz w świat dziecko, które ma dwie lewe ręce i nie potrafi nic zrobić. To tworzy koszty nie tylko dla Twojej przyszłej synowej czy zięcia, ale też koszty społeczne.

Jeśli chodzi o obowiązki i zasady, to znowu wiele osób, szczególnie kobiet, oczekuje, że dostaną listę, najlepiej jeszcze z wytycznymi co i w jakim wieku dziecko powinno robić. Trudno jest coś takiego przekazać dziecku. Mówisz mu, że ono już powinno coś robić, a ono pyta dlaczego, przecież Ty to zawsze robiłaś. Na przykład dlaczego ma teraz samo ściągnąć pranie z suszarki i włożyć je do szafki. I w sumie to jest bardzo uzasadnione pytanie. Dziecko wyrasta w pewnym świecie zasad i jak ma te 10-12 lat to wie, że chodzi do szkoły i zasada jest taka, że dostaje świadectwo, ale nigdzie nie było takiej zasady, że od 12 roku życia mam sobie zacząć robić pranie.

Role rodziców i dzieci.

Nie było takiej zasady, bo rodzice nie pomyśleli o tym, że warto w domu zastanowić się jakie są nasze role i czym tak naprawdę jest rola mamy i taty. Z czym się wiąże to, że jestem mamą a ja jestem dzieckiem. W wielu rodzinach się o tym kompletnie nie rozmawia. A u nas jest normalne, bo od wielu lat o tym rozmawiam i moim dzieciom nigdy by nie przyszło do głowy połączyć roli matki z robieniem prania. Nie na tym polega rola mamy, że ja robię pranie, ale na tym polega rola członka rodziny. Każdy z nas nosi ubrania i każdy z nas jest odpowiedzialny za ich wypranie. 

Oczywiście, że dzieci się do czegoś przyzwyczajają. Nie było tak, że mówiłam miesięcznemu dziecku bierz odpowiedzialność za to co jesz i się nakarm mały człowieku, bo wiadomo, że nie ma takiej możliwości. Zawsze jest ten moment kiedy przechodzę z tego, że do tej pory robiłam to ja albo mąż, a od tej pory będziecie to robić sami. Zawsze towarzyszą temu rozmowy, bo dzieci są zdziwione. Taki trywialny przykład. Do pewnego wieku my obcinaliśmy dzieciom paznokcie, ale przyszedł ten moment kiedy powiedzieliśmy, że może by tak robiły to samodzielnie. I było takie “Ale jak i dlaczego?”. Wtedy odbyła się rozmowa, która wyglądała mniej więcej tak. “Ja: Kochanie, ale czy Ty mi obcinasz paznokcie? Dziecko: No nie. Ja: A jak sądzisz dlaczego mi nie obcinasz paznokci?”. I rozmawialiśmy dalej.

Miłość do dzieci to nie wyręczanie ich

Myślę, że dobrze sobie zdawać sprawę lub zadawać sobie pytania do kiedy ja to powinnam robić sama, robić za dzieci, a kiedy powinnam je w to włączać. Myślę, że rodzice często mylą miłość do dzieci z wyręczaniem ich. Bardzo często im się wydaje, że okazywanie miłości dzieciom, to jest wyręczanie ich w obowiązkach. Bo one takie biedne, małe, pokażę, że mi na nich zależy. Można się zastanowić w jaki inny sposób dzieciom tę miłość okazać. Tym bardziej, że jest bardzo prawdopodobne, że te inne sposoby będą dla dzieci lepsze i bardziej wartościowe i bardziej przez nie docenione. Umówmy się, że dzieci zawsze bardziej docenią to, że chcemy z nimi pograć, pobawić się, pośmiać niż to, że chcemy za nie ubranie złożyć i poukładać im na półkach.

SYLWIA:  To do szczęścia zbytnio nie jest potrzebne.

OLA BUDZYŃSKA: Nie, nie jest.

SYLWIA: Olu, masz dwóch synów. Możesz przypomnieć w jakim wieku?

OLA BUDZYŃSKA: W tym momencie 7 i pół roku i 10 lat.

Konflikty między dziećmi. Czy rodzic powinien w nie wchodzić?

SYLWIA: No to już kawał mężczyzn. Pewnie na porządku dziennym są konflikty między nimi. Czy Ty się w to wtrącasz czy pozwalasz im je rozwiązywać we własnym zakresie?

OLA BUDZYŃSKA: Różnie, bo to zależy od konfliktu, jego eskalacji, od emocji jakie mu towarzyszą. Zasada jest taka, że jeśli to są ich wewnętrzne konflikty, które mnie w żaden sposób nie dotyczą, tego co ja ustalałam, zasad, to ja im się każę dogadać samodzielnie. 

Wczoraj była taka sytuacja. Zawołali mnie do łazienki, bo się pokłócili przy myciu rąk o to, który ma myć pierwszy i że jeden drugiemu wodą chlapie. Spojrzałam na nich i powiedziałam, że chyba sobie żartujecie. Ja mam wam rozwiązywać problem, który z was ma umyć ręce w domu, w którym są co najmniej trzy krany do mycia rąk? Popatrzyli na mnie i stwierdzili, że faktycznie to bez sensu było, żeby wołać mamę do czegoś takiego.

Kiedy emocje sięgają zenitu – wkraczam

Raczej staram się, żeby rozwiązywali takie rzeczy samodzielnie, ale czasami wkraczam. Jak widzę, że poziom emocji jest już bardzo duży i się już zakręcili w zeznaniach, w tym co, kto, jak i kiedy, to wkraczam. W sumie nie po to, żeby rozwiązać ten konflikt, bo też nie jestem w stanie. Nie byłam tam, więc nie wiem kto zaczął, jak i kiedy. Tylko bardziej, żeby im pokazać jak można się dogadać w takiej sytuacji. I tutaj wracamy tak naprawdę do tematu asertywności, że ja mam prawo i ty masz prawo.

Czyli mówię dobra, mamy sytuację, że nikt nic nie wie, to co się podziało?

Mówię Jasiu proszę Twoja wersja. I w tym momencie jak Jasiu raportuje, to proszę Franka, żeby się nie wtrącał i nie mówił, że tak nie było, nieprawda itd. Mówię, poczekaj Franuś, teraz Jasiu mówi swoją wersję, za chwilę Ty będziesz opowiadał swoją.

Pilnuję w miarę możliwości tego, żeby następnym razem jak jest taka sytuacja zaczynał ten drugi. Żeby nie było, że zawsze jeden opowiada swoją wersję jako pierwszy. Jak Jasiu skończy, to mówię, dobra teraz Franek. Jeśli Jasiu się wtrąca, to mówię Ty miałeś swój moment, teraz Franek opowiada.

Jak już jeden i drugi opowiedział, to potem zastrzeżenia, które mieli nawzajem do swoich wersji. I jak każdy swoje powie, to odpowiadam, ok ja nie mam możliwości zdecydowania czyja to była wina, kto zaczął, bo słyszę dwie różne wersje, więc co możemy z tym zrobić? Najczęściej, bo to trochę trwa, w tym momencie emocje opuszczają. Oni mają też już trochę dosyć konfrontacji i sami dochodzą do wniosku, że w sumie nie chcemy siedzieć tutaj, o tym gadać i rozkładać na czynniki pierwsze. Właściwie to już Franek weź sobie tą zabawkę czy książkę albo Ty najpierw poczytaj a potem ja poczytam albo się przeproszą i tyle.

Najważniejsze znaleźć rozwiązanie

Wychodzę z założenia, że jeśli nie widziałam dane sytuacji, to nie mogę zadecydować kto zrobił źle. Inaczej, jeśli widzę jakąś sytuację – ale najczęściej jest tak, że nie widzę. Nie mam pojęcia czy to jest najlepszy sposób albo czy to jest w ogóle dobry sposób. U nas on działa, bo uczę tym samym chłopaków, że w przyszłości oni nie muszą mnie za każdym razem wołać. Wszystko to co robią ze mną mogą zrobić sami, czyli porozmawiać i dogadać się. Najbardziej mi zależy na tym, żeby znaleźli rozwiązanie z tej sytuacji. Nie sztuką się po głowie poobijać, tylko się zastanowić co dalej. Bo jednak są razem, żyją razem i to nie jest tak, że się rozejdą i już więcej nie zobaczą.

Czy dobre stopnie są warunkiem, żeby nasze dziecko osiągnęło sukces w życiu?

SYLWIA: Wspominałaś też o edukacji, szkolnictwie. O tym, że my rodzice mamy błędne przekonanie o edukacji. Takie, że żeby nasze dziecko osiągnęło w życiu sukces, to musi mieć dobre stopnie. Natomiast nie budują tego stopnie. Co buduje w naszych dzieciach kompetencje takie jak pewność siebie czy asertywność pod kątem edukacji?

OLA BUDZYŃSKA: Jak myślę o całym tym procesie, to najpierw się zastanawiam czy rodzic, który chce, żeby jego dziecko osiągnęło sukces ma świadomość czym ten sukces jest. Czy on wie co ma na myśli mówiąc chcę, żeby moje dziecko miało w życiu dobrze? Już nawet nie mówię sukces, tylko żeby moje dziecko miało dobrze w życiu.

SYLWIA: Często mówimy, żeby moje dziecko było po prostu szczęśliwe.

Czy rodzic może wiedzieć czym będzie sukces dla jego dziecka?

OLA BUDZYŃSKA: Tak, ale jak już rodzic mówi, że chce, żeby jego dziecko było szczęśliwe, to już jest super, bo bardzo niewielu rodziców tak naprawdę mówi. Czy my wiemy w tym momencie co spowoduje, że nasze dziecko będzie szczęśliwe? I czy to będzie praca, zarobki, sukces sportowy, medal. Czy to będzie własna firma albo fajny etat albo wyjazd do Hiszpanii. Czy my to wiemy w tym momencie? Jest duże prawdopodobieństwo, że nie, bo skąd to mamy wiedzieć? Nie jesteśmy Bogiem, żeby wiedzieć takie rzeczy. A w związku z tym, że my tego nie wiemy, to kolejne pytanie jest dlaczego my tak bardzo się skupiamy na tym, żeby pchać dziecko w tym kierunku, który nie jest pewny? Dlaczego nam się wydaje, że stopnie to COŚ  zapewnią?

SYLWIA: To COŚ, którym nie wiem co to jest.

OLA BUDZYŃSKA: Tak. I to jest znowu praca rodzica, bo jeśli rodzic ma przekonanie, że dobre stopnie są kluczowe do osiągnięcia sukcesu w życiu, a tym sukcesem jest np. zarabianie dużych pieniędzy, to dziecko nie będzie miało wyboru. Ono będzie warunkowane od samego początku, że ma osiągać dobre stopnie, potem ma iść do dobrej szkoły, ma skończyć dobre studia, iść do dobrej pracy i zarabiać dobre pieniądze. Tak naprawdę to dziecko niejako nie ma wyboru. Ono oczywiście może się zbuntować, ale od dnia numer jeden będzie warunkowane w tym kierunku i będzie w tym kierunku wychowywane.

To jest znowu kwestia zastanowienia się nad sobą. Jakie ja mam przekonania związane ze szczęśliwym życiem, z sukcesem, z pracą i osiąganiem czegoś takiego jak stopnie – czy w szkole czy później na uczelni? Jeśli już znam swoje przekonania, to pytanie czy one mi pasują. Czy faktycznie chcę wychować dziecko, które w tym kierunku będzie szło.

Przekonania rodziców dotyczące ważności stopni w szkole

Dopóki my mamy przekonanie, że stopnie są konieczne, to nic z tym nie zrobimy. Nie zbudujemy u dziecka innych przekonań, jeśli my takie mamy. Musimy najpierw nad sobą popracować. Nawet jeśli dziecku będziemy mówili, spokojnie nie ma problemu, nieważne są oceny, to nas będzie w środku skręcać, że dostało 2 i dziecko to będzie widziało. Wracamy znowu do pracy z przekonaniami i tak naprawdę odkręcaniem tego wszystkiego. Nie jest to łatwe, ale nie jest to też strasznie trudne.

Świat dostarcza nam tyle przykładów na to, że stopnie nie są warunkiem sukcesu i to zarówno finansowego, jak i zawodowego i osobistego. To też zależy o jakim sukcesie mówimy. Ale załóżmy, że sukces zawodowy jest wtedy, kiedy ktoś stworzy swoją własną, świetnie prosperującą firmę. To weź sobie rodzicu 10 biografii ludzi, którzy stworzyli własne, super prosperujące firmy i bardzo prawdopodobne, że w 9 na 10 dobre stopnie nie były tutaj warunkiem. Były potrzebne inne kompetencje.

Wzmacnianie przekonań u dzieci

Oczywiście dzieci trzeba wzmacniać w tych przekonaniach. Dzieci obracają się w standardowym środowisku szkolnym, które jest nastawione na stopnie. Chociaż ciut się zmieniło w klasach 1-3. Kiedyś też były standardowo oceny, teraz są oceny opisowe. Natomiast potem i tak przychodzi 4 klasa i są oceny. Więc my jako rodzice cały czas musimy pracować nad dzieckiem i nad tym, że ocena nie decyduje o Twojej wartości jako człowieka. My musimy o tym pamiętać z każdą oceną, które dziecko przynosi i o tym rozmawiać. Nie tak, że raz w tygodniu np. w piątek robimy spotkanie i o tym rozmawiamy, tylko tak naprawdę każdy kontakt. Każda informacja związana ze szkołą powinna się na tym opierać.

U nas na przykład wygląda to tak, że jak moje dzieci wracają ze szkoły, to jestem autentycznie zainteresowana tym co oni robili w szkole. Ale mnie nie interesuje jakie mieli sprawdziany, kartkówki, jakie przynieśli oceny. Mnie interesuje czego moje dzieci dowiedziały się nowego o świecie. Dla mnie to jest naprawdę pasjonujące, jak np. Jasiu poszedł do 4 klasy i zaczął mieć przyrodę i uczyli się o rzeczach, o których ja już nie pamiętałam. Zaczął mi opowiadać o jakiś paciorkowcach i naprawdę siedziałam i mówiłam “Wow. Serio jest takie coś? Pokaż.” i szukaliśmy w internecie i stwierdziliśmy jakie to paskudne. Mnie nie interesuje co on o tym umie, czy zna odnogi i dostanie piątkę z tego. Ja się cieszę, że moje dziecko poznało jakiś nowy element świata i się tym cieszy.

Wyzwania rodzicielskie Oli Budzyńskiej

SYLWIA: Olu co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w byciu mamą?

OLA BUDZYŃSKA: To trudne pytanie zadałaś. Teraz tak niespodziewanie z grubej rury.

SYLWIA: Przepraszam. Tak wszystko jest u Ciebie poukładane. Mamy asertywną, pewną siebie, zaplanowaną osobę. Daj coś takiego, że też masz problemy, też nie jest łatwo.

OLA BUDZYŃSKA: Ale ja mam mnóstwo problemów. To wszystko co mówię to tylko brzmi fajnie. Jak mówiłam o tej kłótni chłopaków, to czasami mam tak, że jak do nich idę, to frustracja sięga zenitu. Najpierw siebie wystawiam za drzwi i daję sobie upust tej złości. Mam mnóstwo wyzwań, problemów. W bardzo wielu sytuacjach mi nie wychodzi. Denerwuję się choć nie powinnam. Krzyczę choć nie powinnam. To nie jest tak wszystko idealnie.

Natomiast mimo wszystko jak myślę o największych wyzwaniach, to nie myślę o takich codziennych sprawach np. ktoś się pokłócił albo pobił. Jak myślę o takim wyzwaniu moim jako rodzica, to tak bardzo długoterminowo. Na przykład czy uda mi się wychować dziecko, które w przyszłości będzie szczęśliwe. Czasami jak mi opadają ręce, bo nie wiem i nie rozumiem dlaczego coś się dzieje, to myślę “A jak to był właśnie ten moment kiedy coś zawaliłam i będzie trauma na całe życie u mojego dziecka?”. Oczywiście racjonalnie mam myśl, że pewnie tak nie jest, ale racjonalnie i emocjonalnie to są dwa różne światy.

Moim największym wyzwaniem jest chyba jednak pokonanie takiego myślenia, że “Boże, zawaliłam i teraz to już po ptokach”.

Tak na co dzień mam to szczęście, że mam ogromne wsparcie męża, nie jestem sama z wychowaniem. Nie tylko w takim fizycznym znaczeniu. Znam wiele rodzin gdzie wychowanie, kierunek wychowania, uświadamiania, tego co się dzieciom będzie mówić albo czego się nie będzie mówić, leży na mamie i zostało to bardzo wprost scedowane kiedy się dziecko urodziło. Tata zarabia, bawi się, ale jak jest trudna sytuacja, to mama decyduje. Z jednej strony to jest fajne, bo nie ma dwóch opinii na jeden temat. Natomiast z drugiej strony jest to bardzo duże obciążenie. Ja takiego obciążenia nie mam. Mam bardzo duże wsparcie w mężu, on ma je we mnie. W sensie idziemy przez to razem i trudne sytuacje możemy sobie przegadać i wspólnie zdecydować co z tym robimy dalej.

Co w wychowaniu najmocniej przekłada się na budowanie pewności siebie u dziecka?

SYLWIA: A co w wychowaniu Twoich dzieci uważasz, że najmocniej przekłada się na budowanie u nich pewności siebie? Na co zwracasz uwagę? Co jest w tym aspekcie dla Ciebie kluczowe?

OLA BUDZYŃSKA: Myślę, że nasza uwaga im poświęcona. Bardzo banalne i proste. To nie jest żadne narzędzie, technika. Ja chcę w to wierzyć i tak też robię. Jak dziecko wyjdzie z danej rodziny z pewnością, że jest ważne, że w trudnych sytuacjach ma ludzi na których może polegać, do których może się zwrócić i ktoś go wysłucha, nie będzie oceniał, przylepiał etykietki, tylko da mu uwagę, to takie dziecko sobie w życiu poradzi w każdej sytuacji. Ja tak do tego podchodzę.

SYLWIA: Znasz Pozytywną dyscyplinę i ona do Ciebie przemawia. Ogólnie dla tych, którzy nie wiedzą Pozytywna dyscyplina skupia się na budowaniu życiowych kompetencji a nie na trudnym zachowaniu dziecka. Szuka przyczyny i wchodzi pod powierzchnię. Powiedz jakie narzędzia z zakresu Pozytywnej dyscypliny Ty stosujesz u siebie?

Pozytywna dyscyplina

OLA BUDZYŃSKA: Powiem o jednej rzeczy, która była początkiem mojego olśnienia z Pozytywną dyscypliną i z której wypływają tak naprawdę inne. Pamiętam, że jak pierwszy raz usłyszałam Pozytywna dyscyplina, to pomyślałam “Co? O Boże!”.

SYLWIA: Miałam to samo.

OLA BUDZYŃSKA: Miałam taki straszny odrzut. Natomiast jak zaczęłam słuchać to usłyszałam coś o czym pomyślałam “Jakie to jest proste i oczywiste. Dlaczego ja o tym wcześniej nie pomyślałam? Dlaczego nie wie o tym każdy rodzic na świecie?”.

Jak człowiek się źle czuje emocjonalnie, to nie jest w stanie postępować dobrze

Uświadomiłam sobie wtedy, że faktycznie my jako rodzice, kiedy dzieci są zdenerwowane, sfrustrowane, złe i my w takich samych emocjach oczekujemy, że one czując się fatalnie będą się zachowywały idealnie. Jaki to jest absurd, jeśli my nawet od siebie nie możemy tego oczekiwać. W tym momencie sami czujemy się źle i krzyczymy na dzieci, żeby się uspokoiły. Dla mnie to było olśnieniem i spowodowało, że zadziało się szereg innych rzeczy.

Jak widzę, że moje dziecko jest strasznie rozzłoszczone, że aż mu łzy lecą z tej złości, to kiedyś bym powiedziała wyjaśnij mi natychmiast w tym momencie co się dzieje. Teraz nie robię nic, tylko przychodzę i pytam czy się chce przytulić. Najczęściej chce i siedzimy, przytulamy się aż się uspokoi. Dopiero jak się uspokoi, to jesteśmy w stanie spokojnie o tym porozmawiać i się dowiedzieć co się stało. Kiedyś nie byliśmy w stanie tego zrobić, bo po prostu nic z niego nie wychodziło.

Dla mnie to było najważniejszym elementem, które ma wpływ na inne. Nie szukamy rozwiązań wtedy, kiedy się złościmy. Nie zażegnujemy kłótni wtedy, kiedy jesteśmy na siebie źli. Dajemy sobie prawo, że możemy być chwilę zezłoszczeni i mówię o wszystkich członkach rodziny. Na przykład jeden drugiego chce przeprosić, ale ten drugi nie jest jeszcze na to gotowy, bo jest jeszcze w swojej złości i emocjach nacechowanych negatywnie. Dajemy sobie zrozumienie na to, że on jeszcze chwilę potrzebuje. Nie ważne czy potrzebuje być sam, bo może chcieć, czy może chce być ze mną. To była ogromna zmiana dla naszej rodziny.

Ważna lekcja dla dorosłych

SYLWIA: Nie da się tego piękniej ująć. Podstawą tego, żeby nasze dzieci zachowywały się lepiej jest to, że muszą się najpierw poczuć lepiej.

OLA BUDZYŃSKA: Myślę, że to jest też ważna lekcja dla nas ludzi dorosłych. Szczególnie dla kobiet, bo kobiety uwielbiają się wtrącać w poczucie winy i myślenie, że są beznadziejne i do niczego się nie nadają i myślą, że z tego urośnie coś dobrego. Jeśli chcą, żeby im coś wyszło, ale coś poszło nie tak, to najpierw się pobiczują i powiedzą sobie jakie są fatalne. Myślą, że jak poczują wstyd i inne tego typu emocje, to im wjedzie na ambicje i coś z tego wyjdzie. A najczęściej nic z tego nie wychodzi, bo nie jesteśmy w stanie działać dobrze jak się czujemy źle.

SYLWIA: Dokładnie. Ty w swojej działalności często skupiasz się na rozwiązaniach dla rodziców, a konkretnie dla mam. Na przykład ostatnio była u Ciebie możliwość skorzystania już chyba z drugiej, o ile dobrze pamiętam, edycji kursu “Mama ma czas”.

Czy odpowiednie planowanie, zarządzaniem czasem w rodzinie wpływa na to, że budujemy u dzieci asertywność i pewność siebie?

OLA BUDZYŃSKA: Tak, wpływa bardzo pod warunkiem, że to jest pewien dodatek do bazy. Tak bym powiedziała. Jest dokładnie tak jak u dorosłych. Samo planowanie nie wniesie nic, jeśli nie wiesz po co planujesz, dlaczego to jest ważne. Jeśli nie wiesz co chcesz w życiu osiągnąć i jak, to możesz sobie planować cokolwiek. Tak samo jest z życiem rodzinnym i dziećmi. 

Planowanie nie jest po to, żeby dzieci były grzeczne i po to, żebyśmy my jako rodzice mieli więcej czasu, choć to jest efekt uboczny. Planowanie jest po to, żebyśmy my mogli jako rodzina iść w kierunku, w którym chcemy. Żebyśmy mogli spędzać razem czas, realizować wartości, które są dla nas istotne, żebyśmy czuli się wszyscy ważni. Do tego używamy planowania. Ale dopóki nie wiemy co jest dla nas najważniejsze, jak chcemy spędzać razem czas, to możemy sobie planować cokolwiek i jakkolwiek. Najpierw trzeba mieć bazę, fundament wynikający z tego kim jestem jako mama, kim jestem jako tata, kim jesteśmy jako rodzice. Jaka jest nasza rola, czego chcemy dla naszych  dzieci, jak chcemy, żeby nasza rodzina funkcjonowała? Dopiero potem jest planowanie.

Priorytetyzowanie zadań – jak nauczyć tego dzieci?

SYLWIA: Jak już jesteśmy przy planowaniu, to jak nauczyć dziecko priorytetyzowania swoich zadań. Zwłaszcza np. w kontekście szkoły, gdzie każdy przedmiot jest najważniejszy.

OLA BUDZYŃSKA: Najpierw znowu wracamy do siebie i musimy przepracować u siebie czy zgadzamy się na to, że nasze dziecko wybierze inny priorytet niż my. Bardzo często chcemy nauczyć dzieci, że są rzeczy ważne i ważniejsze, tylko fajnie by było, żeby uważało tak jak my. A to nie jest uczenie dzieci priorytetów i wybieranie ważniejszego, jeśli ma wybrać to co my mu wybraliśmy. 

Musimy być gotowe na to, że dziecko wybierze coś co nam się nie podoba.

Coś co my byśmy wybrały inaczej. Oczywiście wszystko w ramach ogólnych zasad. Znowu wracamy do rozmów rodzinnych czyli dziecko nie możemy wybrać, że np. ono nie będzie chodzić do szkoły tak po prostu i nie będzie kontynuować jakiejkolwiek formy nauczania, bo my jako rodzice pójdziemy do więzienia. Są pewne uniwersalne zasady, które tworzymy sobie jako rodzina. Ustalamy same sobie gdzie jest możliwość wybierania a gdzie jej nie ma. Co my dopuszczamy, że dziecko wybierze inaczej, a co jest dla nas bez dyskusji.

Określenie obszarów, w których dziecko może wybierać.

Problem polega na tym, że dla większości rodziców wszystko jest bez dyskusji tzn. wszystko ma być tak jak rodzice decydują. Jak decydują, że mają być 5 to mają być 5. Może powiem jak ja to robię u nas. Nie chcę mówić o zasadzie czy sposobie, bo nie wiem czy to jest najlepszy sposób.

U nas oczywiście bazujemy na rozmowach. Jak dzieci przychodzą ze szkoły, szczególnie teraz jak jest piękna pogoda, to ostatnia rzecz na jaką mają ochotę, szczególnie po wystawieniu ocen, to jest odrabianie lekcji a jest tego sporo. Trzeba coś zrobić na matematykę, na polski, trzeba coś narysować, jakiś projekt zrobić na przyrodę i coś jeszcze. Właściwie ja już teraz nie muszę tego obgadywać z dziećmi, bo mamy to dogadane od wielu lat. Może z Frankiem, bo zaczął pierwszą szkołę. Rozmawiamy. Mówię Jasiu to tyle masz rzeczy, od czego zaczniesz. On mówi od czego a ja pytam co jest wg Ciebie ważniejsze? Która wiedza Ci się bardziej przyda? I tak dalej.

Trudno mi się o tym mówi, bo to jest w tej chwili naturalne, ale jest to też cały proces. To nie jest tak, że określamy priorytety tylko jak siadamy do odrabiania lekcji. To się dzieje przy każdej czynności. Czy wybiorę dwa małe lody czy jednego dużego? To też jest wybór priorytetów. Co się stanie jak czegoś nie zrobię i jakie będą konsekwencje? 

Najlepszym sposobem jest cały czas rozmawiać. Rozmawiać o wyborze, o konsekwencjach.

Uświadamianie dziecku, że wszystko ma swoje konsekwencje i pytanie czy jest gotowe je ponieść. To jest też kwestia znajomości naszego dziecka. Jeśli wiem, że mój syn uwielbia panią od jakiegoś przedmiotu, a chwilowo mu się jeszcze nie łączy odrabianie lekcji z zawodem tej pani, to pytam “Jasiu, jak nie zrobisz tego, to jak sądzisz jak pani zareaguje?”. On stwierdza, że będzie smutna. No i w porządku, więc pytam czy Ty jesteś w stanie zaakceptować to, że będzie smutna. I może jest, może nie jest, ale ma świadomość konsekwencji. Pokazuję cały wachlarz. Jak zrobisz coś to może się zdarzyć to i to, a jak nie zrobisz to może się zdarzyć to i to.

Nie jest też tak, że dziecko ma podjęte decyzje raz na zawsze. Czasami po prostu ma ochotę bardziej się na czymś skoncentrować a resztę zostawić i jakąś konsekwencję ponieść. Czasami idzie bardziej racjonalnie i decyduje, że coś jest ważniejsze życiowo, a przyjemność zostawię sobie na później. Ale ma świadomość konsekwencji.

Zastanawianie się po co coś się robi.

Z Frankiem dopiero zaczynamy, bo ma dużo mniej lekcji, ale też staram się zawsze patrzeć co za tym idzie i po co to jest. Tutaj też podam taki przykład. Dzieci w pierwszej klasie robią szlaczki i ćwiczą literki milion razy. Franek tego nienawidzi, nienawidzi ćwiczyć ręki. Porozmawiałam z wychowawczynią i zastanowiłyśmy się po co to jest. Szlaczki nie są po to, żeby dziecko tylko rysowało szlaczki. Są po to, żeby ćwiczyć motorykę małą. Znalazłyśmy inne rozwiązanie, żeby Franek nie rysował szlaczków. To znaczy musi je narysować, żeby inne dzieci widziały, że to robi, ale robi to tak na odczep i właściwie nic nie ćwiczy. Doszłyśmy do wniosku, że może robić np. labirynty. Drukuję mu z internetu wielkie labirynty i on to uwielbia, a też ćwiczy motorykę małą.

Zawsze się zastanawiam co się za daną czynnością kryje i po co to jest. Nie, że coś ma być zrobione, bo ma być zrobione. U nas w rodzinie mamy nawyk zastanawiania się po co to ma być zrobione i czy nie można tego zrobić w inny sposób.

SYLWIA: Pozwalasz chłopakom nie odrobić zadania?

OLA BUDZYŃSKA: Tak.

SYLWIA: Tak myślałam.

OLA BUDZYŃSKA: Jeśli przekonają mnie, że jest coś innego super ważnego i jeśli są świadomi konsekwencji i biorą je na siebie, to jak najbardziej.

SYLWIA: Olu, będziemy zbliżać się do końca, ale zanim się pożegnamy, powiedz gdzie można Ciebie znaleźć. Aczkolwiek myślę, że to tylko formalność.

OLA BUDZYŃSKA: paniswojegoczasu.pl to jest moje miejsce w sieci. Generalnie jak się wpisze w Google Pani Swojego Czasu to wszystko co się wyświetli będzie związane ze mną. Tak jest najprościej.

SYLWIA: Oczywiście odsyłamy również do Twojego podcastu. Wszystkie linki gdzie możecie znaleźć Olę znajdziecie pod odcinkiem. Olu dziękujemy Ci za poświęcony czas.

OLA BUDZYŃSKA: Dziękuję bardzo.

SYLWIA: Życzymy wszystkiego dobrego Tobie, Twoim synom i mężowi. Pozdrawiamy.

OLA BUDZYŃSKA: Dziękuję i wzajemnie.

 

PODSUMOWANIE:

W dzisiejszym odcinku rozmawiałyśmy o tym,  jak budować pewność siebie i asertywną postawę u naszych dzieci. Według Oli Budzyńskiej osoba pewna siebie to osoba, która ma zdrowe przekonania na temat siebie, jest asertywna, ma właściwą samoocenę i poczucie własnej wartości. Żeby mówić o osobie pewnej siebie należy zdefiniować pojęcie asertywności, które jest często błędnie interpretowane jako umiejętność odmawiania. Definicja, którą posługuje się nasza rozmówczyni jest chyba najkrótszą i najprostszą jaką kiedykolwiek słyszałeś/kiedykolwiek słyszałaś, a brzmi następująco: Ty jesteś OK i Ja jestem OK. Rozwijając tą definicję możemy powiedzieć, że asertywność to szacunek do siebie przy jednoczesnym szacunku do innych. 

Na pewność siebie i asertywność mają ogromny wpływ nasze przekonania.

To jakimi przekonaniami karmimy siebie i nasze dzieci wpływa znacząco na samoocenę i sposób w jaki postępujemy. 

Wiarę w siebie w dzieciach budujemy oddając im odpowiedzialność i obowiązki. Dzięki temu mierzą się z wyzwaniami, popełniają błędy i rozwijają się. 

Ola opowiedziała również o tym jak radzi sobie z konfliktami synów. Zazwyczaj stara się nie ingerować w ich sprawy. Kiedy jednak emocje sięgają zenitu wkracza do akcji. Stara się wejść w sytuację w roli mediatora a nie sędziego, wysłuchuje obie strony i wspiera w szukaniu rozwiązania.

Pozytywna dyscyplina

Nasz gość nie ukrywa, że trafia do niej metoda wychowawcza jaką jest pozytywna dyscyplina. Bardzo rozjaśniła jej spojrzenie na młodego człowieka kiedy przeczytała zdanie, że dzieci zachowują się lepiej, kiedy czują się lepiej.  

W naszej rozmowie zwróciłyśmy uwagę na system edukacji. Nie jest tajemnicą, że nie ocena oświata nie wspiera budowania asertywnej postawy u dzieci. Ola podkreślała, że my jako rodzice powinniśmy pamiętać, że OCENA NIE DECYDUJE O WARTOŚCI CZŁOWIEKA. Świat daje mnóstwo przykładów na to, że dobre stopnie w szkole nie są warunkiem sukcesu.  

Na koniec Ola podzieliła się z nami swoim największym wyzwanie w roli rodzica. Marzy o tym, żeby wychować szczęśliwe dzieci.  Życzymy Oli, aby każdego dnia był o krok bliżej w realizacji tego postanowienia. 

To już koniec na dziś. Zanim powiemy do widzenia zapraszamy Cię na naszą stronę www.rodzicemjestem.pl, bo czeka tam na Ciebie niespodzianka.

Prezent do pobrania

Mamy dla Ciebie darmowe materiały, które będą wsparciem dla Ciebie i Twojego dziecka w drodze do budowania pewności siebie. W przygotowanym prezencie znajdziesz wskazówki od czego zacząć pracę nad pewnością siebie, jak oddawać odpowiedzialność dziecku oraz jak wspierać dziecko w byciu asertywnym. Dodatkowo w PDFie “Jak wzmacniać poczucie własnej wartości u dziecka” znajdziesz arkusze pracy, dzięki którym poznasz lepiej swoją pociechę, a dziecko zwiększy samoświadomość. Nie zwlekaj – wejdź na naszą stronę i pobierz prezent i zacznij już dziś budować pewność pewność siebie.

Dziękujemy za poświęcony czas i do usłyszenia. Pa paaaaa


To był podcast Rodzicem Jestem. Dziękujemy za wysłuchanie. Po więcej zapraszamy na fanpage Rodzicielski Drogowskaz, stronę podcastu www.rodzicemjestem.pl oraz blog www.rodzicielskidrogowskaz.pl. Jeśli spodobał Ci się podcast zostaw swoją opinię na iTunes. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że to co robimy ma sens. Do usłyszenia!

 

Jeśli chcesz się dowiedzieć jak budować inne kompetencje u dzieci, to zapraszamy do wysłuchania poniższych odcinków:

Dodaj komentarz